Pawie oczko

Park Ptaków w Kuala Lumpur różni się od znanych nam z Europy ogrodów zoologicznych, gdzie zwierzęta mieszkają na niewielkiej powierzchni oddzielonej od siebie żelaznymi kratami. Tutaj ptaki nie wiedzą co to brak wolności i życie w klatce. Swobodnie latają po całym obszarze parku, spacerują po chodnikach i zachodzą drogę turystom.
Pomimo sporej liczby odwiedzających można naprawdę doświadczyć tu obcowania z naturą. Niewiele osób jest przyzwyczajonych do przechadzania się między metrowymi pawiami, czy dzielenia się jedzeniem z ewidentnie łakomym tukanem. Nawet najodważniejsi będą tu od czasu do czasu robić uniki, ale właśnie o to chodzi. To królestwo ptaków, a my jesteśmy gośćmi w ich świecie.

Fot. Adrianna Gajczak

Reklamy

Mieszkańcy jaskiń Batu

Jaskinie Batu oddalone o 13 km od Kuala Lumpur to obowiązkowy punt na mapie Malezji. Można tam spotkać nie tylko turystów z całego świata, ale także stałych mieszkańców tego miejsca. Są nimi urocze (na pierwszy rzut oka) małpki, które swobodnie spacerują i fikają między ludźmi. Zawsze natrafimy tu na dumnie przechadzającą się starszyznę, a czasem także na tych najmłodszych – najczęściej w towarzystwie swoich mam. Ale niech nikogo nie zmyli ich słodki i uroczy wygląd. W rzeczywistości to zwyczajne złodziejaszki! Małpki czują się tak pewnie w towarzystwie ludzi, że bez najmniejszego oporu potrafią wyrwać z rąk butelkę wody, czy paczkę orzeszków. Jeśli wybieracie się na wycieczkę do Batu Caves, lepiej zabierzcie zapasowy prowiant!

Fot. Adrianna Gajczak

Nur & Izzahh

Nur i Izzahh poznaję w uroczej knajpce Merchant’s Lane 美真林 w Chinatown. Dziewczyny proszą mnie o wykonanie im wspólnego zdjęcia i nieśmiało pytają, czy nazywam się Marzia Bisognin. Nie – odpowiadam. Nazywam się Adrianna i jestem z Polski. Nieco rozczarowane zaczynają opowiadać o swojej fascynacji modą, a nieznana mi Marzia okazuje się być ich ulubioną blogerką modową. Każdego dnia śledzą jej wpisy, oglądają filmiki na YouTube i pomyślały, że być może ich idolka właśnie przyjechała do Kuala Lumpur.

Chociaż nie mam na imię Marzia, nie pochodzę z Włoch, ani nie posiadam kanału na YouTube spędzam z dziewczynami dłuższą chwilę. Są roześmiane, serdeczne i koniecznie chcą dowiedzieć się wszystkiego na mój temat. Rozmawiamy popijając sok z mango, a na koniec wymieniamy się kontaktami. Po powrocie do domu od razu przeglądam stylizacje na blogu Marzia’s Life. Muszę przyznać, że są całkiem niezłe.

Fot. Adrianna Gajczak

Modlitwa

Zapach palonego kadzidełka jest nieodłącznym elementem każdej azjatyckiej świątyni. W ten sposób składa się ofiarę i cześć bogom. Zwyczaj ten jest powszechnie praktykowany nie tylko w miejscach kultu, ale także w domach i mieszkaniach. Również w Kuan Ti Temple można poczuć tę charakterystyczną woń. Ta taoistyczna świątynia mieści się w samym sercu Kuala Lumpur. Łatwo do niej trafić – wystarczy lekko zboczyć z Petaling Street, czyli głównej promenady Chinatown. W świątyni panuje spokój i skupienie. Zapach kadzidła i kwiatowe dekoracje tworzą tajemniczą atmosferę, w którą warto na chwilkę wskoczyć, by oderwać się od zgiełku panującego na sąsiadujących bazarach.

Fot. Adrianna Gajczak

Dziewczynka w czerwonej sukience

Spacerując wąskimi uliczkami dzielnicy Kampong Baru spotykam dziewczynkę w czerwonej sukience. Biega wokół, przyglądając mi się z ciekawością w oczach. Idzie za mną, ale nie śledzi mnie z ukrycia. Celowo przebiega przez drogę, macha zza drzewa i głośno się śmieje. Zaskakuje mnie pojawiając się z niespodziewanej strony. Widać, że zna każdy zakątek i sekretne ścieżki tej dzielnicy. Uśmiechamy się do siebie i w tej swojskiej atmosferze zapominam, że znajduję się w stolicy Malezji. Drewniane chatki, kurniki i ogródki z powieszonym praniem znajdują się w samym centrum Kuala Lumpur. Przypominam sobie o tym podnosząc wzrok i widząc wysokie wieżowce, które otaczają tę malajską wioskę. To jedyne takie miejsce, które nie zostało zabudowane nowoczesną architekturą. Obowiązkowy punkt na mapie Kuala Lumpur – zwłaszcza dla osób ciekawych tradycji i korzeni tego miasta.

Fot. Adrianna Gajczak

Kolory Kampong Baru

To zdecydowanie moje ulubione miejsce w Kuala Lumpur. Stolica Malezji słynna z Petronas Towers, czy wysokiej na ponad 400 metrów KL Tower, zachowała w swoim centrum niewielki obszar, który jest niczym innym jak malajską wioską. Chatki, kury i małe ogródeczki z grządkami kryją się tutaj na każdym rogu. Nikt nie jest w stanie odmówić temu miejscu wyjątkowości, a mieszkańcom – uporu. To oni dbają, aby w miejscu ich zamieszkania nie stanęły kolejne wieżowce, a Kampong Baru była jeszcze długo esencją malajskiej tradycji.

Fot. Adrianna Gajczak